Odszedł Andrzej Fedorowicz

W sobotę 26 grudnia umarł nagle Andrzej Fedorowicz, ekspert programów dziennikarskich Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego, dobrze znany wielu wydawcom niezależnych mediów w Kirgistanie, Ukrainie i Białorusi.

Dziennikarz i pisarz, redaktor „Super Expressu” i „Faktu”,
autor artykułów w największych polskich tygodnikach opinii, w „Polityce”, „Newsweeku”, Focusie”… Nie chorował i nie zabił go koronawirus, po prostu upadł podczas porannego biegu dla zdrowia. Za trzy tygodnie mieliśmy rozmawiać o nowych projektach wsparcia wolnej prasy na Wschodzie.

Chętnie pisał o historii najnowszej, także o wspólnej historii Polski, Ukrainy, Białorusi i Litwy. Jego artykuły były niby historyczne a przecież śledcze – zawsze się z nich dowiadywałem czegoś nieoczekiwanego, nieoczywistego. Stale szukałem jego nazwiska w kolejnych wydaniach czasopism.

Zostawił kilkanaście książek o wynalazcach, projektantach, odkrywcach, szpiegach, sportowcach, kryptologach. Szkoda, że nie zostawił podręcznika dziennikarskiego, bo pisał bardzo dobrze i umiał uczyć pisania. Wiem, bo za moją namową od kilkunastu lat był trenerem programów wsparcia mediów na Wschodzie, mentorem wydawców i nauczycielem dziennikarzy.

Wystarczył jeden telefon, żeby go namówić na wyjazd do miasta odległego o setki, czy tysiące kilometrów od Warszawy, gdzie mieszkał. Nie pytał o warunki mieszkania na miejscu, ani czy podróż będzie trwała kilka, czy kilkadziesiąt  godzin. Służył radą zarówno redakcjom w dużych miastach, jak gazetom zakładowym z jednym tylko korespondentem-redaktorem.

Jestem pewien, że wszyscy, których spotkał w tych redakcjach będą o nim pamiętali.

Jacek Gałązka