|
Wrocław, 5 listopada 2005
*
Prof. Mikołaj Iwanow:
Nasze spotkanie nazywa się „Trudna droga Białorusi do demokracji” i to nie przypadek – ta droga naprawdę jest wyboista, trudna, zagmatwana, skomplikowana. Tak jak cały los narodu białoruskiego. Kiedyś wśród kolegów tutaj w Polsce spotkałem się z taką opinią, że Białorusini ze wszystkich sąsiadów Polski, to jej najbliższy naród. Nie wszyscy pamiętamy że w ciągu swojej historii Białorusini ponad 500 lat mieszkali w jednym państwie razem z Polską, tylko 200 lat, ostatnich 200 lat, mieszkają w obrębie imperium rosyjskiego. Także jeśli wziąć to ilościowo, ten wspólny los z historią Polski jest dłuższy. Można powiedzieć więcej: że ze wszystkich sąsiadów Polski Białorusini są najbardziej przyjaźni polskości. Że Białorusini to jest naród, który praktycznie, poza niektórymi wyjątkami, nigdy nie walczył z Polakami, nigdy nie było krwawych zatargów z Polską. I dzisiaj autorytet Polski na Białorusi, tym bardziej po rewolucji pomarańczowej na Ukrainie, jest wysoki. I to nieprzypadkowe, że ci czołowi działacze białoruskiej opozycji przyjechali do Polski żeby prosić o zrozumienie i, przede wszystkim, prosić o wsparcie. Może podam taki przykład, który bardzo jaskrawo odzwierciedla białoruski stosunek do Polski i Polaków. Kilka lat temu (na pewno pan Marek Bućko jako dyplomata więcej o tym wie), ambasady polskie na terenie niepodległych państw Ukrainy, Białorusi, Litwy zaczęły wydawać medale z okazji 60 rocznicy, tak mi się wydaje, rozpoczęcia II wojny światowej. Na Białorusi przed ambasadą polską Białorusini, również niektórzy Polacy, ale głównie Białorusini, stali w kolejkach, aby je dostać. Bardzo dużo, ponad 1000 osób, dostało ten medal. Natomiast na Ukrainie ten medal dla wielkich, którzy walczyli, to jest medal w obronie obcego państwa. Dla Białorusinów to jest nasze i Białorusini chętnie ten medal brali. I to jest różnica w stosunku do Polski na Białorusi i na Ukrainie, pomimo tego, że autorytet Polski, zwłaszcza po rewolucji pomarańczowej, na Ukrainie wzrósł ogromnie.
A teraz chciałbym przedstawić Wam naszych gości, tych ludzi, którzy na Białorusi w bardzo trudnych warunkach walczą o wolność dla własnego narodu, o demokrację. Bardzo znamienne, że wśród obecnych tu Białorusinów, jeden dopiero wyszedł z więzienia po trzydziestodniowej odsiadce (…), drugi niedawno przeżył zamach na własne życie i cudem uszedł z niego cały. Inni również są szykanowani i prześladowani i działają na rzecz demokracji na Białorusi w bardzo trudnych warunkach. Teraz po kolei przedstawię naszych gości: tu obok mnie pan Aleksander Wojtowicz – praktycznie drugi człowiek w państwie białoruskim w pewnym okresie, przewodniczący parlamentu białoruskiego, usunięty ze swojego stanowiska gdy ogłosił, że jest przeciwny trzeciej kadencji prezydenta Łukaszenki. Pan Tadeusz Gawin, którego tutaj poznałem we Wrocławiu, przez dziesięć lat stał na czele Związku Polaków na Białorusi. Człowiek, który, jak już powiedziałem, dopiero wyszedł z więzienia i naprawdę ucierpiał na zdrowiu podczas tej odsiadki. Człowiek, który jest dzisiaj honorowym przewodniczącym Związku Polaków na Białorusi i który stoi w centrum konfliktu o ten związek. Dalej Leonid Złotnikow, czołowy ekonomista białoruski, były główny doradca Rady Najwyższej Białorusi w sprawach ekonomicznych. I Wiaczesław Hodosowski, wiceprzewodniczący Związku Niezależnych Dziennikarzy Białoruskich, główny redaktor gazety „Białoruski rynek”.
Każdy z obecnych tu białoruskich opozycjonistów, demokratów, przedstawi jakąś działkę życia politycznego Białorusi. Myślę, że pytania do dyskusji będą właśnie z tych dziedzin. (…)
Tego człowieka na pewno wszyscy znacie. Na Białorusi jest może bardziej znany, bo to jest „polski szpieg”, który został usunięty z Białorusi. Nakręcono o nim paskudny film, gdzie przedstawiano, jak przekazywał jakieś dane tajemne dla działaczy białoruskich. Chodziło oczywiście o to, żeby skompromitować białoruską opozycję. Pan Marek Bućko. Teraz jest czołowym działaczem zajmującym się sprawami białoruskimi, szefem powstającego Domu Białoruskiego w Warszawie. (…)
Jeszcze parę słów takiego wstępu. Dwa tygodnie temu na Białorusi odbył się Kongres Sił Demokratycznych. To było bardzo ważne wydarzenie, dlatego, że wszyscy myśleli, żeby na tym właśnie zjeździe opozycji białoruskiej zjednoczyć się i spróbować walczyć o zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2006 roku. Wybory dokładnie za rok, jesienią 2006 roku, na których Łukaszenka ma zamiar kandydować po praz trzeci. Na tym zjeździe został wybrany jedyny, wspólny kandydat sił demokratycznych – były wicemer Grodna, pochodzący z zachodniej Białorusi, który naprawdę jest związany z Polską, który rozumie Polskę i stoi za współpracą z nią – pan Aleksander Milinkiewicz. I znamiennym jest, że obecny tu były przewodniczący Związku Polaków na Białorusi, pan Tadeusz Gawin, jest jego osobistym przedstawicielem, który został upoważniony do przedstawienia tu w Polsce jego programu, jago planów działań, i który ma prawo mówić tu w jego imieniu.
A teraz chciałbym oddać głos byłemu przewodniczącemu Senatu Republiki Białoruskiej, który opowie o dzisiejszej sytuacji politycznej na Białorusi. Pan Aleksander Wojtowicz.
Prof. Aleksander Wojtowicz:
Bardzo się cieszę, że tutaj jestem i widzę tyle młodych ludzi. Oznacza to, że interesują się oni sytuacją Białorusi i całą polityką międzynarodową. Jest to dla mnie bardzo przyjemne. Chciałbym powiedzieć o dwóch rzeczach: pierwsza to moje spojrzenie na sytuację polityczną na Białorusi, druga to spojrzenie na procesy, które będą zachodzić do wyborów prezydenckich w 2006 roku. Myślę, że młodym ludziom będzie dość trudno wyobrazić sobie to, co dzisiaj ma miejsce na Białorusi. Uważam, wielokrotnie o tym mówiłem i pisałem, że na Białorusi została ustanowiona dyktatura. Muszę jednak dodać, że to dyktatura niepodobna do tych jakie znamy z historii np. dyktatura Hitlera i inne, ponieważ zmieniły się czasy, mamy wszak XXI wiek, a także Białoruś w niczym nie przypomina krajów, gdzie była wcześniej dyktatura. Tym niemniej jednak, biorąc pod uwagę wszystkie wyznaczniki dyktatury, stwierdzam, że na Białorusi właśnie ona funkcjonuje. Wystarczy chociażby wskazać na klasyczne dla dyktatury sprawy, takie jak naruszenia praw i swobód obywatelskich, które zostały zapisane w konstytucji, w naszym prawodawstwie. Prawa te naruszane są w różny sposób, różne zapisy są łamane. Można tutaj podać przykład pana Marinicza. Zajmował się on w reżimie sprawami bezpieczeństwa. Kiedy wykryto, że używał komputerów, które zostały mu przekazane przez Ambasadę Amerykańską, został skazany na 3,5 roku więzienia. Nie trzeba dodawać, że był to pretekst, aby pozbyć się tego człowieka. I tak właśnie funkcjonuje reżim na Białorusi: jest ustanowionych kilkanaście instytucji demokratycznych, w tym Parlament, ale mimo to kraj jest rządzony przez dekrety i rozporządzenia pana Łukaszenki. Żeby potwierdzić moje słowa, że tak jest rzeczywiście, posłużę się cyframi: przez 3 lata parlament przyjął 185 ustaw, a przez 4 lata Łukaszenka wydał 87 dekretów i 1700 rozporządzeń, z których więcej niż połowa były to akty ustawodawcze, a nie wykonawcze. A więc ponad 80% inicjatyw ustawodawczych na Białorusi to akty ustawodawcze prezydenta Łukaszenki. Te ustawy nie są doskonałe i dlatego sytuacja ekonomiczna Białorusi pozostawia dużo do życzenia. Drogą ustawodawczą Łukaszenka rozszerzył również swoje pełnomocnictwa. Poprzez zmianę konstytucji dodał sobie nowe kompetencje i zapewnia sobie coraz to więcej władzy. Więcej niestety nie mogę mówić o sytuacji władz ustawodawczych na Białorusi, ale chciałbym powiedzieć, że parlament nie odgrywa obecnie żadnej roli w życiu kraju.
Teraz chciałbym krótko przedstawić sytuację, jaka powstała na gruncie wyborów prezydenckich 2006 roku. Zamierzam przedstawić mój punkt widzenia, ale chciałbym przed Wami odmalować obraz sytuacji taki, jaki on jest, ponieważ jeśli nie zajmiemy się faktyczną, realną sytuacją, trudno będzie wyciągnąć prawidłowe wnioski i dobrze prognozować. Jako że funkcjonuje dyktatura, władza ma pod kontrolą wszystkie elektroniczne środki masowego przekazu: telewizję i radio, a małe, niezależne gazety docierają jedynie do wąskiego grona odbiorców. W dzisiejszych czasach dzięki wysiłkom władzy białoruska opozycja pozostaje bardzo osłabiona i podzielona na wiele partii. Musi ona włożyć wiele wysiłku, żeby przynajmniej przetrwać. Tym niemniej jednak opozycji udało się obecnie zebrać, porozumieć i wybrać jednego wspólnego kandydata jakim jest pan Milinkiewicz. Jednak ludzie, którzy wybrali wspólnego kandydata, to jeszcze nie cała białoruska partyjna opozycja. Istnieje Partia Socjaldemokratyczna „Hromada”, która na Kongresie Sił Demokratycznych oświadczyła, że w wyborach prezydenckich będzie występowała sama ze swoim kandydatem. Są także politycy, którzy nie należą do żadnych partii, lecz są dostatecznie znani na Białorusi i którzy również zamierzają startować w wyborach prezydenckich. Niektórzy z nich oświadczyli to właśnie na Kongresie Sił Demokratycznych. Dlatego też sytuacja wygląda tak, że nie ma wspólnego kandydata opozycji na wybory prezydenckie, które odbędą się w następnym roku. Uważam, że wybranie takiego kandydata, jedynego kandydata ze strony całej antłukaszenkowskiej opozycji, jest najważniejszym zadaniem dla demokratycznych sił i chciałbym, aby było wykonane. Dziękuję.
Dr Leonid Złotnikow:
Krótko mówiąc, na Białorusi powstał azjatycki model ustroju społecznego. Jego istnienie warunkuje po pierwsze to, że stosunki władzy są wyższe nad stosunki prywatne. Przywołam taki przykład: w 1995 roku prezydent wydał rozporządzenie o rozszerzeniu udziału państwa w Banku Narodowym i pozostawieniu akcjonariuszom, zamiast 40%, 1 procenta akcji. Dowiedzieli się oni o tym następnego dnia rano, już po wydaniu rozporządzenia. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów, ale jeszcze tylko jeden: przez kilka lat prezydent miał prawo konfiskować własność jakiejkolwiek organizacji, a ustanowił je swoim własnym dekretem. Drugim wyznacznikiem białoruskiego ustroju społecznego jest zasada kolektywizmu oraz zasada wyższości korzyści społecznej nad jednostkową. Na przykład w kodeksie cywilnym, który powstał w 1912 roku, zapisano, że przedsiębiorca musi pracować dla dobra społeczeństwa, a nie dla swojej prywatnej korzyści. Wspomnę tylko, że w niemieckim programie narodowym z 1930 roku także było zapisane, że społeczne dobro zawsze stoi wyżej. Sławny ekonomista nazwał ten model, który był w Niemczech, niemieckim modelem socjalizmu. Była to forma azjatyckiego modelu socjalizmu. Przy tym wszystkim jednocześnie zachowane są pewne formy gospodarki rynkowej. Jednak w tymże kodeksie cywilnym zostało zapisane, że państwo posiada prawo regulować rynkowe ceny, to jest ceny powstałe w wyniku oddziaływań między sprzedawcą a kupcem. W rezultacie mamy gospodarkę, w której sektor prywatny produkuje jedynie około 25% PKB. Taka gospodarka nie może być efektywna, jednak w ostatnich latach w statystykach zauważono wysokie miejsce Białorusi, zachodzące w niej pozytywne zmiany. Dużo obecnie robi się dla rozbudowy miast, remontu dróg i obiektów sportowych. Ale skąd biorą się na to pieniądze? Przede wszystkim należy wskazać na specjalne stosunki z Rosją, która zasila białoruską gospodarkę w rozmiarze prawie 30% całego budżetu Białorusi. Po drugie, Białoruś odziedziczyła wiele z tego, co było stworzone jeszcze w Związku Radzieckim. I to jest to, co stanowiło o gospodarce Białorusi, z szybkością 1,5% na rok „przejadano” owo dziedzictwo. Obecnie przemysł Białorusi znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji, traci na konkurencyjności również na rynku rosyjskim. Dlatego też kondycja białoruskiej gospodarki zależy w dużej mierze od czynników zewnętrznych: jeśli nastąpią duże wahania cen ropy naftowej czy zmienią się relacje z Rosją, może się okazać, że gospodarka Białorusi znajduje się we wręcz tragicznym położeniu. Obecnie Rosja dostarcza Białorusi, oczywiście po preferencyjnych cenach, trzy razy więcej ropy naftowej niż innym krajom i w każdej chwili może się to zmienić.
Dr Wiaczesław Hodosowski:
Moi koledzy powiedzieli bardzo dużo bardzo ważnych rzeczy. Zamysłem mojej gazety była „gazeta prawa”. Jeśli by nie było takiej gazety, nikt by się nie dowiedział i o mojej porażce. (…) Jeśli byście obecnie poczytali białoruską prasę albo pooglądali białoruską telewizję, to nie doświadczylibyście ani grama prawdy. Rzecz w tym, że rzeczywiście wszystkie środki masowego przekazu znajdują się pod kontrolą państwową. Ich zadaniem nie jest bynajmniej informowanie społeczeństwa, ale indoktrynacja i propaganda. Ponadto Białoruś to ostatnie państwo na mapie Europy, gdzie nie ma wolności słowa, a prawa dziennikarzy nie są respektowane. Jeśli spojrzymy na sytuację w prasie, ujrzymy, że wszystkie tytuły są podporządkowane oficjalnym aktom i prezydenckiej kampanii. Niezależna białoruska prasa jest bardzo młoda, pierwsze wydanie naszej gazety pojawiło się w 1990 roku. Wydawana była ona również wcześniej, ale właśnie w tym roku nastąpiła zmiana władzy. Na początku niezależna prasa w Białorusi miała się dobrze. Trudne czasy nastąpiły po 1996 roku, kiedy to miało miejsce referendum konstytucyjne: gazety były zamykane, a dziennikarze zastraszani, zdarzały się też pobicia. Łukaszenka otrzymał wówczas prawo nieograniczonej kadencji i sytuacja prasy całkiem się zmieniła. Miesięcznie około 20 gazet było zamykanych. Teraz na Białorusi, która przecież posiada 10 mln. mieszkańców, wychodzi 5 ogólnokrajowych gazet i około 20 regionalnych. Przy tym władza stwarza takie warunki, w których gazety te nie mogą się rozwijać ani na siebie zarabiać. Teraz zbliżamy się do kolejnego punktu zwrotnego w historii białoruskiej niezależnej prasy: istnieje niebezpieczeństwo, że po wyborach prezydenckich 2006 zniknie ona zupełnie. Oczywiście nie jestem pesymistą, ale z roku na rok w tej dziedzinie pracuje się coraz trudniej. Co pozwala mi przetrwać, to duch dziennikarzy, którzy cały czas walczą o swoje prawa. Istnieje obecnie pięć artykułów, na podstawie których można oskarżyć dziennikarza i skazać na więzienie za „przestępstwo” związane z działalnością.
Tadeusz Gawin:
Będę mówił krótko, ponieważ moje zadanie jest uproszczone. Moi przedmówcy już wszystko, co dotyczy sytuacji politycznej i ekonomicznej na Białorusi, powiedzieli, no, może z wyjątkiem paru rzeczy, na które chciałbym zwrócić uwagę.
Sytuacja polityczna Białorusi przez te kilka dni, podczas których byliśmy tutaj w Polsce, jeszcze się pogorszyła, ponieważ parę dni temu w tak zwanym parlamencie białoruskim została przyjęta w pierwszym czytaniu ustawa o ekstremizmie. Jest to ustawa przyjmowana po to, żeby jeszcze bardziej zniewolić działalność białoruskiej opozycji politycznej. Z treści tej ustawy wynika, że jeżeli będzie zorganizowany jakiś protest i ktoś będzie żądał np. podniesienia płac, to jest to już przestępstwo przeciwko władzy, przeciwko konstytucji. On już jest aktywistą i jego działalność prowadzi do zachwiania sytuacji ekonomicznej w tym państwie. Takie po prostu głupoty, które przekształcają się w rangę polityki, by zwalczać opozycję, by nie dopuścić do zmiany reżimu. Taki jest główny cel bycia u władzy dla Łukaszenki.
Jeszcze na to chciałbym zwrócić uwagę państwa, byście zrozumieli, że my żyjemy w państwie, w którym zaginęło kilkunastu znanych działaczy opozycji. Po których słuch zaginął i do dzisiaj władza nic nie robi, aby ustalić ich losy. Najgorsze jest to, że głównymi podejrzanymi w sprawie zaginięć i zabójstw politycznych znanych ludzi na Białorusi, takich jak Wiktor Hanczar, wiceprzewodniczący Parlamentu Białoruskiego trzynastej kadencji, czy były minister spraw wewnętrznych Jury Zacharenka, który, gdy prezydent powiedział mu, że ma on wykonać każdy jego rozkaz, miał odwagę powiedzieć: „Nie, panie prezydencie, rozkazów, w których będę musiał zabijać ludzi, ja nie wykonam”. Niedługo potem stracił pracę i w ogóle zaginął. I mógłbym przykłady tutaj mnożyć, chociażby redaktor Zawadzki, działacz społeczny Krasouski. O zabójstwa te opozycja podejrzewa Łukaszenkę i jego najbliższe otoczenie. Powstał referat na ten temat autorstwa posła Parlamentu Europejskiego, który udowadnia, że jest duże prawdopodobieństwo, iż za tymi zabójstwami stoją najwyższe władze Białorusi. Taka jest mniej więcej sytuacja polityczna, w której zjednoczona opozycja białoruska ma przystąpić do walki z dyktatorem.
Mimo wszystko naród białoruski pragnie zmian, ponieważ widzi, w jakim państwie żyje i w jakim kierunku prowadzi je dyktator. Wielkim sukcesem zjednoczonej opozycji, większości partii politycznych, pozarządowych organizacji, jest to, że odbył się Kongres Sił Demokratycznych, na którym wyłoniono wspólnego kandydata na przyszłoroczne wybory prezydenckie. To jest wielki sukces. Do koalicji weszły wszystkie partie, jak z lewa, tak i z prawa. Białoruski Front, który jest organizacją prawicową, w dobrym sensie tego słowa – nacjonalistyczną, chce współpracować z partią komunistów białoruskich, którzy też pragną na Białorusi zmian. I na tym etapie, gdzie mowa o zmianie reżimu, wszyscy odrzucili swoje poglądy polityczne, bo wszystkich jednoczy jeden cel: odsunięcie od władzy dyktatora. Bo jeżeli tego nie da się zrobić w następnych wyborach – przyszłorocznych, to Białoruś czeka w ciągu najbliższych lat po prostu pełna śmierć demokracji. Już więcej żadnego życia demokratycznego na Białorusi nie będzie, ponieważ dyktator robił i robi wszystko, żeby podporządkować sobie partie polityczne i organizacje pozarządowe. I dlatego dziś na Białorusi jest tak, że są dwa Fronty Narodowe, że jest cztery czy pięć partii socjaldemokratycznych, dwa Związki Polaków i tak dalej. To jest polityka prowadzona celowo. Już mówiłem, że jest wielkim sukcesem, iż udało się wyłonić wspólnego kandydata. Tym kandydatem jest Aleksander Milinkiewicz, zaletą którego jest to, że nie jest związany z żadną partią. Ponadto ma doświadczenie w państwowej działalności, ponieważ był przez pewien okres wicemerem miasta Grodna, później został odwołany przez Łukaszenkę. Przez całe swoje dorosłe życie, ma 58 lat, wykładał na Uniwersytecie Grodzieńskim. Jest doktorem nauk fizyczno-matematycznych, Białorusinem, podkreśliłbym: światłym Białorusinem, ponieważ pochodzi z zachodniej Białorusi i dobrze rozumie wielokulturowość narodu tam mieszkającego. To jest bardzo ważne i mamy nadzieję, że zostanie poparty tak w jednej, jak i w drugiej części Białorusi.
Zadania, które stawia przed sobą, są naprawdę bardzo trudne, ale realizacja ich jest niezbędna. Będzie to trudne, ponieważ mówimy o państwie, w którym praktycznie nie ma parlamentu. Jest jego parodia, są deputowani wyznaczeni przez dyktatora, niby wybrani i niby przyjmujący jakieś tam ustawy. Jeżeli w przyszłorocznych wyborach zwyciężymy i dojdzie do zmiany reżimu, to oczywiście pierwszym posunięciem, będzie rozwiązanie tego parlamentu. Zostaną rozpisane wolne, demokratyczne wybory. I wtedy otworzy się droga do rywalizacji partyjnej, i wtedy niech komuniści przekonują swój elektorat i niech centroprawica, centrolewica, prawica, niech każdy pracuje ze swoim elektoratem, niech przekonuje do swoich racji, żeby można było utworzyć normalny system partyjny. System prezydencki na razie zostanie, ale będzie powoli przekształcał się w system prezydencko- parlamentarny i w późniejszym czasie w parlamentarno-prezydencki.
W tej chwili współpraca łukaszenkowskiej Białorusi jest oparta wyłącznie na współpracy politycznej i ekonomicznej z Rosją. Milinkiewicz chce to zmienić. Jego zdaniem stosunki układane ze wszystkimi najbliższymi naszymi sąsiadami, w tym i z Rosją, powinny być takie same. Mimo tego, że Białoruś w wielkim stopniu jest uzależniona od Rosji, jest to jednym z jego celów: budowanie polityki opartej na równoprawnym traktowaniu wszystkich sąsiadów.
Oczywiście czeka Białoruś wielka reforma prasy. Cel jest oczywisty: żeby prasa stała się wolna i demokratyczna, żeby środki masowego przekazu rzeczywiście były czwartą władzą. Chociażby na przykładzie Polski: ile afer, ile negatywnych zjawisk z życia politycznego jest wykrywanych przez polską prasę i władza musi w jakiś sposób na to reagować. To jest bardzo ważne dla nas. Nie można dalej funkcjonować w systemie, gdzie telewizja, radio, prasa praktycznie są wyrazicielami woli i pracują na jedną osobę, na Łukaszenkę. To będzie zmienione.
Trzeba doprowadzić do reformy w strukturach siłowych. Dzisiaj ministerstwo spraw wewnętrznych, służby specjalne walczą nie ze światem przestępczym, a z opozycją polityczną. Tak dalej być nie może. Na Białorusi obecnie jest dużo paradoksów np. armia jest mniej liczna niż milicja. Jasne, po co to jest robione: żeby stworzyć dyktatorowi warunki, żeby mógł jak najdłużej utrzymywać się u władzy. Ponadto prezydent państwa wyznacza prezesa Akademii Nauk Białorusi, szkolnictwo wyższe nie ma praktycznie żadnej autonomii. To też trzeba zmienić.
Nie ma praktycznie dziedziny w państwie białoruskim, czy to w życiu politycznym, czy ekonomicznym, która by nie potrzebowała reformy. Nad wszystkim trzeba popracować i wszystko trzeba reformować.
Jeżeli mówić, czego my oczekujemy, czego oczekują białoruskie siły demokratyczne razem ze swoim kandydatem w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, to powiem tylko jednym słowem. My oczekujemy solidarności, solidarności od wszystkich funkcjonujących razem z nami państw. Oczekujemy, że Polska odegra swoją rolę w zmianach politycznych reżimu na Białorusi. Oczekujemy, że polityka Polski będzie bardziej twarda i bardziej konsekwentna w stosunku do reżimu. Oczekujemy, że Polska będzie prowadziła rozmowy na arenie międzynarodowej z krajami UE. Będzie rozmawiała ze Stanami Zjednoczonymi. Rozmowy te spowodują, że te kraje (UE i USA) będą przekonywały Rosję do zmian politycznych na Białorusi. Oczekujemy, że wszyscy ci na Białorusi, najwyżsi urzędnicy czy urzędnicy średniego i niższego szczebla, sędziowie i prokuratorzy, którzy wydają wyroki polityczne na białoruską opozycję, nie będą mogli zwyczajnie wjechać do krajów UE. Oczekujemy, że wreszcie zacznie nadawać radio Wolna Europa, czy to z terenu Polski, Ukrainy czy Litwy. Najlepiej by było, żeby ze wszystkich tych krajów na Białoruś nadawano. Nam brakuje prawdziwych informacji. W sytuacji, kiedy parę dni temu z kanałów telewizji kablowej został usunięty pierwszy program telewizji polskiej, (to jest dobry program, na którym odbywają się dyskusje polityczne, który jest w pewnym sensie nauczycielem dla obywateli na Białorusi) oczekujemy, że Polska zastanowi się nad tym, jak poszerzyć swoje programy radia czy telewizji na terenie Białorusi. Przecież Łukaszenka już to robi: telewizja łukaszenkowska jest odbierana w całym województwie podlaskim.
Można by było tutaj oczywiście przykłady mnożyć, ale rzecz w tym, żeby było zrozumienie w społeczeństwie polskim i we władzach polskich, że zmiany na Białorusi są niezbędne i że naród białoruski tych zmian pragnie. Cały problem polega na tym, że dyktator przez te lata się wzmocnił, wzmocnił reżim i aparat represji. Dzisiaj mówienie, że opozycja jest słaba i niezdecydowana, nie jest do końca prawdą, ponieważ udział w jakimś zebraniu czy wyrażenie protestu na bezprawne działania władzy grozi ogromnymi karami. Jeśliby człowiek pokazał gdzieś swój protest publicznie, może od razu dostać karę 2 czy 2,5 tysięcy dolarów, 5 czy 15 dni aresztu. To są straszne kary. Reżim nie waha się przed żadnymi represjami i to w pewnym sensie zniewala ludzi. Ale taki stan nie może trwać wiecznie i naszą nadzieją na zmiany w sytuacji politycznej są właśnie przyszłoroczne wybory. Nie ulega wątpliwości, że dyktator zrobi wszystko, żeby je spacyfikować, żeby znowu ogłosić, że on jest zwycięzcą. Natomiast naszym zadaniem jest, żeby przez ten czas po prostu politycznie podkształcać wyborców, przekonać naród Białorusi, że zmiany są potrzebne, że jeżeli do nich dojdzie, będzie rzeczywiście lepiej. To jest nasze najważniejsze zadanie.
Marek Bućko:
Polska może pomóc Białorusi pod warunkiem, że będzie rozumiała, co się tam dzieje, w tym ludzie, którzy sprawują władzę w Polsce, będą to rozumieli. Niestety dotychczasowa polityka Polski wobec Białorusi poniosła całkowite fiasko, na wielu płaszczyznach. Tydzień temu mówiłem o tym tutaj we Wrocławiu na konferencji „Polska polityka wschodnia”. Teraz już tylko punktowo przypomnę, w których dziedzinach, moim zdaniem, ponieśliśmy fiasko. Później skupię się na przyczynach tych niepowodzeń.
Ale jeszcze wracając do tego, o czym mówił pan prezes Tadeusz Gawin. Ja chciałem powiedzieć, że Aleksander Milinkiewicz rzeczywiście jest taką postacią na Białorusi, która ma szansę zostać białoruskim Wałęsą. I to, co czasami się przeciwko niemu podnosi, że nie popiera go białoruska nomenklatura, że nie popierają go przedsiębiorcy na Białorusi, moim zdaniem, to jest właśnie jego siła, a nie słabość. Bo gdyby Lech Wałęsa w sierpniu 1980 roku zastanawiał się, czy poprą go dyrektorzy PGR-ów, czy poprą go pierwsi sekretarze partii w terenie, to oczywiście nie przeskoczyłby przez ten płot i żadnej rewolucji by nie było. Siła tego protestu polega na tym, że Aleksander Milinkiewicz jest popierany przez młodzież białoruską, przy czym przez najlepszą jej część, tzn. przez tę młodzież, która jest zdecydowana działać w organizacjach pozarządowych, chociaż to się często łączy z represjami, z wyrzucaniem z uczelni, z karami finansowymi, z represjami wobec rodziców. Również myślę, że dużym przejawem mądrości opozycji białoruskiej jest to, że w końcu, po wielu latach, udało się wszystkie waśnie, które były wewnątrz, jakoś uciszyć i wspólnie wyłonić wspólnego kandydata. Myślę, że Aleksander Milinkiewicz, niezależnie od tego, jaki będzie wynik przyszłorocznych wyborów, już jest białoruskim Wałęsą. Sam fakt wysunięcia własnej kandydatury (przecież, powiedzmy sobie szczerze, w warunkach białoruskich wysunięcie kandydatury, otwarte przeciwstawienie się Łukaszence grozi utratą życia albo zdrowia, najzwyczajniej) świadczy, że on już jest w pewnym sensie białoruskim Wałęsą.
Wracając do polskiej polityki wobec Białorusi. Najpierw punktowo, w czym ponieśliśmy niepowodzenia. Przede wszystkim z punktu widzenia interesów Polski nastąpiła całkowita likwidacja przez władze niezależnego Związku Polaków na Białorusi. Utworzona w jego miejsce, kontrolowana przez służby specjalne, organizacja nie reprezentuje mniejszości polskiej. Po drugie: kompromitacją całkowitą zakończyły się polskie działania wynikające z naszych aspiracji do kształtowania polityki Unii Europejskiej wobec Białorusi. Efektem tej polityki miało być złagodzenie polityki Łukaszenki, wewnętrznej i zagranicznej – stało się dokładnie odwrotnie. Ponadto kolejna nasza porażka to zmarnowane ogromne szanse realizacji polskich interesów gospodarczych na Białorusi. O tym można długo mówić, ja tylko hasłowo zaznaczam. Nie najważniejsza może dziedzina, ale ważna: Polska nie wykorzystała ogromnego potencjału współpracy przygranicznej, także w ramach euroregionów. Bez tego oczywiście można żyć, ale kiedy tego nie ma, to społeczeństwa się od siebie oddalają. Nie wykorzystaliśmy ogromnego potencjału wsparcia dla środowisk białoruskich, które istnieje w Polsce ze strony organizacji pozarządowych, między innymi dlatego, że organizacje te nie dysponowały i państwo polskie nie udzielało na rzecz ich działalności odpowiednich środków. Ponadto faktycznie Polska nie próbowała nawet podejmować, nie podejmowała działań zmierzających do zwiększenia niezależności Białorusi od Rosji.
To jeśli chodzi o to czego nie zrobiliśmy, a teraz główna część mojego wystąpienia: dlaczego tak się stało. Otóż moim zdaniem podstawą były błędne założenia prowadzonej przez Polskę polityki wobec Białorusi. Oparto je na mylnej ocenie sytuacji wewnętrznej w tym kraju i tutaj w szczególności na błędnej ocenie charakteru reżimu białoruskiego i tego, co się tam dzieje, zarówno w obszarze politycznym, jak i gospodarczym. Był to błąd popełniony przez polską lewicę, która uznała, że reżim Łukaszenki to jest miękka forma rządów autorytarnych i że te rządy mogą stopniowo ewoluować w kierunku demokracji i wolnego rynku. Zdaniem SLD działoby się tak, gdyż nomenklatura Białorusi jest w gruncie rzeczy zainteresowana zbliżeniem z Zachodem i większą swobodą prowadzenia działalności gospodarczej. Błąd polegał na tym, że jakby podświadomie zastosowano analogię do środowisk nomenklaturowych PZPR-u u nas, w Polsce, u schyłku lat 80-tych, gdzie rzeczywiście nomenklatura PZPR-owska była zainteresowana taką zmianą. Nie wzięto pod uwagę zasadniczej odmienności systemu władzy obecnego na Białorusi i w ówczesnej Polsce. Zastosowano kalkę, która się po prostu nie sprawdziła. W przeciwieństwie do okresu późnego PRL-u, władza na Białorusi jest sprawowana ściśle jednoosobowo przez Łukaszenkę. Jego biografia polityczna, jego konstrukcja psychologiczno-światopoglądowa, ściśle określony model państwa, który chce zbudować – to wszystko wyklucza jakąkolwiek możliwość demokratyzacji, liberalizacji i zbliżenia z Zachodem. To nie jest polityk, który skuszony wizją jakichś korzyści doraźnych, np. tego, że Zachód go zacznie akceptować, przyjmować na salonach, będzie skłonny do rezygnacji lub przynajmniej modyfikacji wdrażanej przez siebie neobolszewickiej ideologii. On swoje działania traktuje jako swoistą misję dziejową ojca narodu i to jest najgłębszy sens jego życia. W tym sensie jest to po prostu polityk niereformowalny. Jego wypowiedzi w przeszłości, bo zdarzały się takie, które sugerowały możliwość zmiany kursu polityki, otwarcia Białorusi na świat, również poprawy stosunków z Polską, to był wyłącznie taktyczny element jego rozgrywki z Zachodem z jednej strony, z Rosją z drugiej strony. Niestety o niekompetencji polityków SLD i urzędników msz świadczy fakt, że sugestie te przyjęli za dobrą monetę, stosując niejako myślenie życzeniowe. No i stało się to ze szkodą dla podstawowych założeń polityki polskiej wobec reżimu. No i co więcej ten błąd popełniano wielokrotnie, przechodząc do porządku dziennego nad kolejnymi nie dotrzymywanymi przez Łukaszenkę obietnicami. Wystarczyło, że po raz kolejny wysyłał tzw. pozytywne sygnały i polska dyplomacja się na to łapała. I fakt że podobne pułapki Łukaszenka stosuje również wobec innych państw UE świadczy, że unijna dyplomacja, podobnie jak polska, z jednej strony błędnie interpretuje charakter białoruskiego reżimu, z drugiej zdecydowanie przecenia skuteczność swoich tradycyjnych instrumentów perswazji.
Drugi podstawowy błąd w założeniach, moim zdaniem. Otóż w warunkach białoruskich nigdy nie istniał i nie istnieje wpływ nomenklatury na prezydenta. Nomenklatura jest mu bezwarunkowo podporządkowana i całkowicie od niego zależna, a model władzy ewoluuje w kierunku całkowitego wyeliminowania jakiejkolwiek możliwości niezależnego zachowania nomenklatury. Jej zadaniem i podstawową gwarancją bytu jest ścisłe wykonywanie poleceń dyktatora. Każde podejrzenie o odchylenie ideologiczne lub uleganie manipulacjom Zachodu łączy się w najlepszym przypadku z dymisją, w gorszym z konfiskatą mienia lub więzieniem. Jednocześnie sama nomenklatura nie wykazuje żadnych oznak zainteresowania zmianami, bo – w przeciwieństwie do naszego dawnego PZPR-u – podstawową gwarancją zachowania jej pozycji społecznej jest utrzymanie państwowego, centralistycznego i etatystycznego systemu w gospodarce i administracji oraz rozbudowanego aparatu ideologicznego, który, gdyby to było państwo demokratyczne i pluralistyczne, całkowicie straciłby rację bytu. Ci ludzie po prostu nie mogą funkcjonować w innym reżimie. Niski poziom edukacji i kreatywności oraz brak umiejętności samodzielnego działania u tych kadr sprawia, że w warunkach gospodarki wolnorynkowej nie będą one w stanie sprostać konkurencji. One mają tego pełną świadomość, dlatego nie będą działać na rzecz zmiany tego systemu. Trzeba też pamiętać, że na Białorusi nie ma samorządu terytorialnego w europejskim tego słowa rozumieniu. Istnieje ścisłe hierarchiczne podporządkowanie władz lokalnych władzom centralnym i równolegle wszystkie szczeble władzy są kontrolowane przez służby specjalne. Więc nie mogą powstać żadne regionalne grupy w obrębie nomenklatury. I wiązanie nadziei z wpływem na prezydenta białoruskiej nomenklatury, jako autonomicznej siły politycznej, było po prostu karygodnym błędem polskiej polityki zagranicznej w zakresie założeń.
Trzeci błąd w założeniach. Istniejące na Białorusi grupy prywatnego biznesu nie są zainteresowane zabiegami o większą liberalizację, gdyż swoje dochody czerpią właśnie z koncesjonowania przez państwo możliwości działalności gospodarczej i istnienia typowego dla gospodarki państwowej deficytu na rynku towarów i usług. Jedyne zainteresowane zmianami liberalnymi środowisko to kilkudziesięciotysięczne środowisko drobnych handlarzy, ale nie stanowi ono realnej siły politycznej na Białorusi, przynajmniej jeszcze nie stanowi. Zresztą przez polskie MSZ to środowisko nie było traktowane nigdy jako docelowa grupa jakichś działań lobbistycznych.
Ponadto zdefiniowanie przez polskie MSZ systemu władzy na Białorusi jako miękkich rządów autorytarnych było całkowicie nieadekwatne do rzeczywistego stanu rzeczy. A to, żeśmy tak właśnie sobie zdefiniowali władzę na Białorusi, miało służyć przede wszystkim legitymizacji kontaktów z reżimem na maksymalnie wysokim poziomie. Bo oczywiście nie byłoby możliwe utrzymywanie i działanie na rzecz utrzymywania maksymalnie wysokich stosunków z Łukaszenką, gdybyśmy zgodnie z prawdą przyznali, że jest to dyktatura faszystowska. A to, że jest to dyktatura faszystowska, mogę udowodnić, jeżeli tutaj będzie część polemiczna dyskusji, z prostej definicji faszyzmu. Ale oczywiście polskie władze nigdy tego nie powiedziały i nie powiedzą, bo wtedy nie mogłyby utrzymywać i lobbować na rzecz kontaktów z Łukaszenką. Również myślę, że niektórym polskim firmom byłoby trochę niewygodnie handlować z państwem faszystowskim. Tymczasem system władzy na Białorusi w pełni wyczerpuje kryteria charakterystyczne dla faszyzmu lub neostalinizmu. Ja myślę, że różnicy wielkiej nie ma. Jak się spojrzy na wczorajszą defiladę w Moskwie, to ja tam specjalnie nie byłem w stanie odróżnić, kto jest neobolszewikiem, a kto faszystą.
Kolejny błąd teoretyczny polityki SLD i polskiej dyplomacji konsularnej, polskich fundacji budżetowych, takich jak Wspólnota Polska, Fundacja Pomocy Polakom na Wschodzie, wobec Białorusi to było błędne zdefiniowanie stanu potrzeb i zagrożeń dla polskiej mniejszości narodowej. Po prostu uznano, że od wieków zakorzeniony w świadomości miejscowych Polaków na Białorusi potencjał wolnościowy, demokratyczny, odporny na rusyfikację i również antysowiecki, uległ wyczerpaniu i że w obecnych realiach, nawet gdyby próbował się odrodzić, to na wszelki wypadek nie należy tego wspierać. W związku z tym za podstawowe zagrożenie dla rozwoju polskości uznano nie tendencje rusyfikacyjne, ani tłumienie demokracji na Białorusi, ale sztucznie podsycany przez służby specjalne Białorusi właśnie rękami Polaków, takich jak Tadeusz Kruczkowski, mit o zagrożeniu przez nacjonalizm białoruski. To, do czego to doprowadziło, to jest oczywiście osobny wątek (…). Tym niemniej jednak sprawę Polski pozwolę sobie zakończyć tym: otóż pomimo tego, co polskie władze i polskie msz deklarowało do niedawna jeszcze oficjalnie, a więc że nie uznaje reżimowego związku kierowanego przez białoruskie służby specjalne, to ja wiem, i wiem to doskonale: w rozmowach nieoficjalnych jest wielka pokusa ustanowienia kontaktów z reżimowym Związkiem Polaków na Białorusi. Mówi się, że należałoby w imię mniejszego zła podjąć współpracę z nowym reżimowym związkiem. Taka postawa, jak i wcześniej była, tak teraz jest oczywiście na rękę Aleksandrowi Łukaszence, dlatego, że tworzy pozory normalizacji stosunków i pozory przestrzegania przez niego praw mniejszości narodowych. Jednocześnie, jeżeli taką politykę znowu podejmiemy w imię mniejszego zła, to Polska sama pozbawia się argumentów w rozmowach z UE, którą chcielibyśmy skłonić do udzielenia poparcia w obronie praw polskiej mniejszości. Jeżeli jest Związek Polaków, jeżeli my z nim współpracujemy, jeżeli wszystko jest w porządku, to czego chcemy bronić?
Myślę, że jeszcze jedną kwestię poruszę, również na poziomie błędów teoretycznych, błędów w założeniach, popełnionych przez autorów polskiej polityki wschodniej. Jednym z nich było przyjęcie założenia, że dążenia Aleksandra Łukaszenki do zachowania względnej niezależności od Rosji są na tyle silne, że on właśnie gwarantuje tym samym suwerenność Białorusi. Oczywiście suwerenność Białorusi leży jak najbardziej w interesie Polski. W związku z tym przyjęto nieformalne założenie, że osłabianie pozycji Łukaszenki, na przykład poprzez realne, a nie tylko deklaratywne, wspieranie środowisk demokratycznych na Białorusi, nie jest celowe. Tymczasem wszystkie działania Łukaszenki potwierdzają, że niepodległość kraju traktuje on wyłącznie jako doraźną kartę przetargową w swojej rozgrywce o zdobycie przywództwa w Związku Białorusi i Rosji, bo on nadal wierzy, że takie przywództwo zdobędzie. Więc z tego punktu widzenia nie jest zainteresowany długofalowym umacnianiem niepodległości Białorusi, takim jak rozwój narodowej kultury, języka, przywracaniem narodowej historii. Sam fakt, że w jego wizji Białoruś ma się stać częścią wspólnego z Rosją państwa związkowego, nie ma nic wspólnego z dążeniem do utrzymania realnej niepodległości. W związku z tym nieformalna teza, która nigdy nie była oficjalnie powiedziana, ale istniała w naszej polityce zagranicznej jako takie bazowe założenie, że lepsza jest Białoruś chwilowo niedemokratyczna, ale niepodległa – uważam, że była to teza całkowicie błędna. Niestety na tej tezie opieraliśmy dotychczas naszą politykę wobec Białorusi i w ten sposób tylko umocniliśmy Łukaszenkę, natomiast nie uzyskaliśmy żadnych efektów w postaci np. zmniejszenia stopnia zależności Białorusi od Rosji, poziomu rusyfikacji.
Myślę, że ten katalog błędów można jeszcze rozwijać. Już dalsze są mniejsze. Ja tylko hasłowo wspomnę na jakich poziomach. Nie są to teoretyczne błędy, ale inne.
· Niski rzeczywisty priorytet polityki Polski wobec Białorusi (…). Z tego z kolei wynika brak zainteresowania ze strony urzędników odpowiedzialnych za ten kierunek polityki, przypadkowy dobór tych polityków, brak woli wykorzystania potencjału organizacji pozarządowych i samorządów.
· Słabość, a w niektórych przypadkach wręcz brak, mechanizmu koordynacji polityki wobec Białorusi. Niedrożność systemu przepływu informacji. Nieumiejętność wykorzystania tych informacji przez polską administrację. (…)
Niestety, ale mam wrażenie, że wśród wyższych rangą urzędników odpowiedzialnych za politykę wschodnią i również działaczy samorządowych (głównie z SLD, PSL, ale również z Samoobrony) istnieje jakby nieformalne psychologiczne przyzwolenie na pozostawanie Białorusi w strefie wpływów rosyjskich. Ono jest niekiedy nawet wręcz podświadome. Przekonanie o niemożności i wręcz szkodliwości bardziej zdecydowanych działań wobec reżimu białoruskiego. No i oczywiście, co zawsze istnieje, co pachnie teorią spiskową, ale ona się czasem potwierdza: nieformalne zależności i powiązania osób odpowiedzialnych za politykę wobec Białorusi w Polsce z instytucjami białoruskimi oraz niektórymi środowiskami polskimi, także biznesowymi, które są zainteresowane utrzymaniem dotychczasowego stanu rzeczy (…), a także utrzymaniem obecnej sytuacji na Białorusi. Proszę mi wierzyć, jest cały szereg firm niedużych, nawet nie średnich, małych, w Polsce, które doskonale korzystają z tego, że sytuacja jest taka, jaka jest. (…)
* Tekst jest zapisem panelu dyskusyjnego, zorganizowanego 5.11.2005. przez Solidarność Polsko-Czesko-Słowacką oraz Ruch REM. Zapis i opracowanie materiału: Danuta
Rydlewska.
|