|
Prezentacja – Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa
autor tekstu: Agata Wierzbowska-Miazga
Kraków, 23-24 czerwca 2003 r.
Pod koniec ubiegłego tygodnia wróciłam z Białorusi. Podczas 10 dni w Mińsku miałam okazję rozmawiać zarówno z przedstawicielami władz białoruskich (MSZ, Instytut Analityczny przy Administracji Prezydenta) jak też z liderami opozycyjnych partii politycznych, działaczami sektora pozarządowego i niezależnymi analitykami. Niektórzy z moich rozmówców z tych dwóch ostatnich grup są obecni dziś na sali.
Mój pobyt na Białorusi był bardzo intensywny. Wiele ciekawych rozmów wymaga na pewno głębszego przemyślenia i analizy. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Państwem pierwszymi, bardzo świeżymi jeszcze refleksjami z tej podróży. Myślę, że na początek warto przedstawić ogólnie sytuację polityczną na Białorusi w ostatnim okresie, by potem przejść do bardziej konkretnych wniosków i rekomendacji dotyczących partii politycznych i sektora pozarządowego.
W ciągu ostatnich tygodni na Białorusi obserwujemy intensyfikację działań władz wymierzonych przeciwko niezależnej prasie, organizacjom pozarządowym i opozycji. Wydaje się, że zaostrzenie polityki wewnętrznej wynika przede wszystkim z pogarszającej się pozycji międzynarodowej Alaksandra Łukaszenki, zwłaszcza ochłodzenia w kontaktach z Rosją. Ograniczanie działania instytucji demokratycznych jest też na pewno próbą odcięcia ich wpływu na coraz bardziej niekorzystną dla prezydenta opinię społeczną w okresie przygotowań Łukaszenki do zapewnienia sobie władzy dłużej niż do końca drugiej kadencji.
29 maja Ministerstwo Informacji Białorusi wydało zakaz wydawania przez trzy miesiące największego niezależnego dziennika - Biełorusskaja Diełowaja Gazieta (BDG) pod zarzutem podawania fałszywych informacji i wprowadzania w błąd społeczeństwa. Zakaz obejmuje także comiesięczny dodatek „Do użytku służbowego” (jedyną na Białorusi gazetę uprawiającą dziennikarstwo śledcze). Redaktor naczelny gazety próbował odwoływać się od decyzji władz w sądzie. Sąd jednak uznał jego skargę za bezzasadną, czego zresztą można się było spodziewać, jako że na Białorusi sądy są w dużym stopniu zależne od władz wykonawczych. BDG stara się obecnie ukazywać pod szyldami niewielkich nieznanych dotychczas szerzej gazet (Echo, Salidarnasc’, Priedprinimatielskaja gazieta). Władze jednak skutecznie utrudniają tę praktykę zamykając i te wydawnictwa, a do gazety zmieniającej co chwilę szyld trudno dotrzeć nawet jej prenumeratorom i stałym czytelnikom. Ostrzeżenia, mogące stać się pretekstem do zamknięcia gazety, otrzymał także, jedyny po zawieszeniu BDG, niezależny dziennik Narodnaja Wola. Wezwana do prokuratury i oskarżona o działanie na szkodę procesu integracji została białoruska korespondentka rosyjskiego dziennika Izwiestia Alena Danejka po opublikowaniu artykułu, w którym pisała o zmierzchu Państwa Związkowego. Za obrazę głowy państwa zamknięto satyryczną gazetkę Nawinki.
Seria tych wydarzeń, zwłaszcza zawieszenie BDG, wywołała protesty w obronie wolności słowa ze strony m.in. OBWE i Stanów Zjednoczonych.
Problemy ma także opozycja. Przeciwko przewodniczącemu kontestującej politykę Łukaszenki grupy parlamentarnej Respublika, Siarhiejowi Skrebcowowi wysunięto oskarżenie przywództwa grupy przestępczej. Śledztwo w tej sprawie wszczęto, nie zważając na to, że Skrebca chroni immunitet. Aresztowano zasłużonego działacza Białoruskiego Frontu Narodowego Juryja Chadykę. Z kolei Anatol Labiedźka, lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, został wezwany do prokuratury, gdzie zażądano od niego wyjaśnień w sprawie materiałów publikowanych na stronie internetowej partii, które zdaniem prokuratury godzą w cześć prezydenta.
Maj był także czarnym miesiącem sektora pozarządowego. Do sądów trafiły wnioski o likwidację czterech organizacji – Chrześcijańsko-Społecznego Związku Młodzieży, Zjednoczenia Inicjatywa Obywatelska z Homla, organizacji Waruta z Baranowicz i grodzieńskiej Ratuszy (której szef – Alaksandar Milinkiewicz jest dzisiaj z nami i na pewno będzie mógł o całej sprawie powiedzieć więcej niż ja). Homelski proces Inicjatyw Obywatelskich już zakończył się decyzją o zamknięciu organizacji. Wszystkie cztery organizacje były centrami aktywności społecznej w regionach Białorusi, skupiając szereg organizacji lokalnych, służąc im pomocą techniczną i merytoryczną, pomagając w nawiązywaniu kontaktów i pozyskiwaniu środków.
Wydaje się, że u podstaw zaostrzenia białoruskiej polityki wewnętrznej leżeć może między innymi poczucie zagrożenia własnej pozycji Alaksandra Łukaszenki, wynikające z kolejnego ochłodzenia w stosunkach z Moskwą.
W ostatnim okresie białoruski prezydent jest przez Kreml najwyraźniej ignorowany. Żadnej reakcji rosyjskiej nie wywołała deklaracja Łukaszenki, złożona podczas dorocznego orędzia, że ma on gotowy alternatywny radykalny plan integracji. Jednocześnie w orędziu rosyjskiego prezydenta, wbrew dotychczasowej praktyce, Białoruś potraktowana została jedynie jako jedno z państw WNP, a nie strategiczny, związkowy sojusznik. Planowane na koniec kwietnia posiedzenie Wysokiej Rady, podczas którego prezydenci Białorusi i Rosji mieli podpisać projekt Aktu Konstytucyjnego, nie odbyło się. Zignorowana została także wyrażona publicznie przez Alaksandra Łukaszenkę wola wcześniejszego spotkania z Władimirem Putinem. Również podczas szczytu w Petersburgu Putin nie znalazł miejsca dla goszczącego na obchodach 300-lecia miasta Łukaszenki. Co więcej przewodniczący rosyjskiej komisji wyborczej Aleksander Wieszniakow zapowiedział, że ani w tym, ani w przyszłym roku w Rosji nie odbędzie się referendum w sprawie przyjęcia Aktu Konstytucyjnego. Na Białorusi zostało to odebrane jako sygnał braku poparcia dla trzeciej kadencji białoruskiego prezydenta, który prawdopodobnie zamierzał zalegalizować ją, wykorzystując właśnie referendum związkowe, które formalnie powinno odbyć się jednocześnie w obu krajach.
Niepokój Łukaszenki wywołuje z pewnością także sytuacja międzynarodowa. Dla białoruskiego prezydenta, popierającego do ostatniego momentu Saddama Husajna, zwycięstwo koalicji w Iraku nastąpiło zdecydowanie zbyt szybko. Byłam zaskoczona jak bardzo przedstawiciele oficjalnego Mińska obawiają się, że Stany Zjednoczone mogą silniej zainteresować się wspierającym Irak reżimem. Szczególnie dużo obaw wzbudza przygotowywany przez Kongres USA Akt o Demokracji – plan działań wspierający białoruskie środowiska demokratyczne. Bardzo dużo emocji wywołują też pogłoski o ewentualnym umiejscowieniu w Polsce amerykańskich baz wojskowych. Przedstawiciele białoruskich władz, z którymi rozmawiałam oceniają, że jest to perspektywa jak najbardziej realna i stanowiąca zagrożenie dla Białorusi.
Niekorzystne dla Łukaszenki są też wyniki badań opinii społecznej. W marcu i kwietniu 2003 r. Niezależny Instytut Badań Ekonomiczno-Politycznych i Społecznych (NISEPI) przeprowadził doroczny ogólnonarodowy sondaż opinii. Sondaż wykazał, że stale spada popularność Alaksandra Łukaszenki. O ile w kwietniu 2001 r. cieszył się on 37-procentową popularnością, w ubiegłorocznym sondażu uzyskał 31% poparcia, to w tym roku zaufanie do niego zadeklarowało już tylko 26% ankietowanych. Jedynie 17% badanych opowiedziało się za zmianami w konstytucji, które umożliwiałyby Alaksandrowi Łukaszence start po raz trzeci w wyborach prezydenckich. Znaczący jest fakt, że prezydent traci swój "żelazny" elektorat - emerytów. Jedynie co drugi z nich (52%) zagłosowałby dziś na niego. Spośród wszystkich wyborców Łukaszenki z 2001 r. dziś powtórzyłoby swój wybór tylko 40%.
Głównymi przyczynami utraty zaufania do prezydenta jest spadek poziomu życia i brak wiary w możliwość poprawy przy obecnej władzy. Istotny wpływ na stosunek do białoruskiej rzeczywistości mają też podróże. Dużo większą gotowość do zmiany władzy deklarują osoby, które w ciągu ostatnich dwóch lat przynajmniej raz były za granicą.
Dotychczas spadek notowań prezydenta nie przekładał się na wzrost poparcia dla ugrupowań opozycyjnych. Także w tegorocznym sondażu partie opozycyjne nie uzyskały wysokich notowań.
Najbardziej popularna Partia Liberalno-Demokratyczna Siarhieja Hajdukiewicza (kandydującego w ostatnich wyborach prezydenckich) cieszy się popularnością na poziomie 6%. Zwraca jednak uwagę stosunkowo duże poparcie dla kontestującej politykę prezydenta parlamentarnej grupy "Respublika". Ponad 33% respondentów wyraziło poparcie dla jej działalności. Poparcie dla grupy nie przekłada się jednak na popularność jej lidera - deputowanego generała Frałowa. Liczba osób deklarujących poparcie dla jego osoby mieści się w granicach błędu statystycznego.
Co to wszystko oznacza dla białoruskiej opozycji, NGO’s i dla nas wszystkich, którym zależy na demokratyzacji Białorusi?
Najważniejszym wydarzeniem dla opozycji i organizacji prodemokratycznych w najbliższej przyszłości będą wybory do białoruskiego parlamentu w 2004 r. Wszystkie partie polityczne zaczynają o nich poważnie myśleć. Wydaje się, że dla wszystkich liderów opozycyjnych jest jasne, że ich partie powinny wziąć udział w wyborach. Także ci, którzy podczas poprzednich wyborów zdecydowali się na ich bojkot, mówią o niecelowości takiego działania i szansach, jakie niesie uczestnictwo w kampanii wyborczej. Najbardziej konkretną propozycję na przyszłoroczne wybory przedstawiła Zjednoczona Partia Obywatelska (AHP). Proponuje ona utworzenie listy 110 kandydatów na deputowanych i 110 kandydatów zapasowych, którzy gotowi byliby do podjęcia walki wyborczej w wypadku, gdy kandydaci z głównej listy zostaliby wyeliminowani przez władze. Praktyka wszystkich poprzednich wyborów pokazuje bowiem, że eliminacja rywali z procesu wyborczego jest jednym z popularniejszych sposobów walki władzy z opozycyjnymi rywalami. Lista 110+110 miałby być wspólną listą opozycji i składać się z przedstawicieli wszystkich partii i ugrupowań opozycyjnych. Wstępne rozmowy AHP z parlamentarną grupą Respublika wskazują, że zarówno wchodzący w skład grupy deputowani, jak i związani z nią przedstawiciele środowisk nomenklaturowych (Marynicz, Lawonau) byliby skłonni przyłączyć się do inicjatywy 110+110. We współpracy przeszkodzić mogą jednak duże ambicje przywódcze członków tej grupy. Także najstarsza partia opozycyjna Białoruski Front Narodowy rozważa uczestnictwo w inicjatywie. Obawia się jednak, że zbyt ścisła współpraca z AHP zagrozi jej tożsamości. Już na samym początku zgłasza też konieczność modyfikacji zasad tworzenia listy, tak by na przykład w okręgach najbardziej atrakcyjnych (jak okręgi Mińska) kandydaci opozycyjni mogli ze sobą konkurować. Trzecia z najważniejszych partii opozycyjnych – socjaldemokracja Mikoły Statkiewicza od razu deklaruje, że w wyborach chce uczestniczyć samodzielnie. Ponadto nie można wykluczyć, że kampania wyborcza przyniesie zmiany na opozycyjnej scenie politycznej. Już teraz na początku czerwca powstało nowe ugrupowanie – Demokratyczny Blok Swabodna Bielarus’. Blok związany jest przede wszystkim z organizacjami Zubr i Chartia 97. Jako cel swojego powstania deklaruje walkę o władzę i uczestnictwo w wyborach.
Jak więc widać, zjednoczenie na jednej liście wszystkich opozycyjnych ugrupowań będzie bardzo trudne, a być może wręcz niemożliwe. Wydaje się jednak, że kwestia zjednoczenia opozycji nie powinna być kluczowa dla współpracy z nią. Podczas wyborów prezydenckich w 2001 r. na skutek nacisków zewnętrznych opozycja podjęła duży wysiłek zjednoczenia często wbrew własnym poglądom i przekonaniom. Dlatego przegrana w wyborach przyniosła tak duże rozczarowanie, wzajemne oskarżenia i pytania o słuszność podejmowanych w trakcie kampanii decyzji. Natomiast powstały wtedy potencjał polityczny został w znacznym stopniu zaprzepaszczony.
Uważam, że należy przyjąć, iż nadchodzące wybory parlamentarne nie mogą przynieść znaczącego sukcesu opozycji. Proces wyborczy jest kontrolowany przez podporządkowane prezydentowi władze wykonawcze. Doświadczenie poprzednich wyborów uczy, że to od nich w dużej mierze, a nie od pracy kandydatów opozycyjnych, zależy wynik wyborów. Niewykluczone, że opozycji uda się wprowadzić do parlamentu kilku swoich przedstawicieli. Przy znikomej roli parlamentu w białoruskim systemie władzy, lekceważeniu przez prezydenta instytucji immunitetu parlamentarzysty obecność opozycjonistów w parlamencie będzie miała bardziej moralne niż rzeczywiste znaczenie. Uczestnictwo w wyborach może być jednak doskonałą okazją do pracy ze społeczeństwem, która podczas kampanii wyborczej będzie ponadto w pełni legalna. Kampania powinna być okresem budzenia w społeczeństwie aktywności, postaw obywatelskich a także budowania zaufania do opozycyjnych ugrupowań politycznych i przede wszystkich informowania o ich istnieniu. Dla wielu ugrupowań bowiem wciąż podstawowym problem jest brak powszechnej wiedzy o ich istnieniu. Cała opozycja zwalczyć musi negatywny stereotyp wytworzony na jej temat przez proprezydencką propagandę i media.
Opozycja w tych wyborach, zjednoczona lub nie, powinna wystąpić z programem dotyczącym bezpośrednio jak największej liczby mieszkańców Białoruś. Z konkretnymi projektami możliwymi do realizacji w skali lokalnej, tak by ich efekt był możliwy do zaobserwowania dla każdego. Dobrym przykładem takich działań może być koordynowana przez Assambleję akcja „Zrabim lepsz” (zrobimy lepiej), podczas której działacze NGO’s starają się odpowiedzieć na konkretne potrzeby mieszkańców Białorusi – w ramach tej akcji w 2003 r. z okazji dnia zdrowia przygotowanie i rozpowszechnianie konkretnej informacji o zasadach korzystania z państwowej opieki zdrowotnej po reformie. Innym dobrym przykładem akcji, która dotyczy każdego jest projekt Białoruskiej Organizacji Kobiet Pracujących (BORŻ), która przygotowuje właśnie pilotażową część kampanii informowania mieszkańców Białorusi o nowym prawie komunalnym, aktywizowania mieszkańców, pomocy w zakładaniu i funkcjonowaniu wspólnot mieszkaniowych i kontroli nad budżetami lokalnymi. Działania takie pokazują lokalnym społecznościom sens pracy organizacji pozarządowych i lokalnej opozycji, jeśli włączy się ona do wspólnego działania. Często aktywizują nie związanych z trzecim sektorem mieszkańców.
Konkretne działania lokalne mogą być też płaszczyzną współpracy z miejscową nomenklaturą. Doświadczenia na przykład Fundacji Lwa Sapiehy pokazują, że lokalni urzędnicy gotowi są przyjąć pomoc organizacji pozarządowych i współpracować z nimi w rozwiązywaniu konkretnych problemów takich jak budowa oczyszczalni ścieków czy naprawa mostu. Praca z nomenklaturą jest bardzo trudna, jako że jest to grupa często niezdolna do podejmowania samodzielnych decyzji, obawiająca się konsekwencji ze strony wyżej stojących urzędników mogących wynikać z przejawiania inicjatywy czy współpracy z organizacjami zagranicznymi. Tym bardziej trzeba wykorzystać każdą pojawiającą się możliwość takiej współpracy. Wydaje się bowiem, że przy ewentualnych zmianach politycznych to przedstawiciele nomenklatury, a nie opozycji przejmą władzę. Obecnie natomiast to oni odpowiedzialni są za stabilność reżimu w regionach, oni odpowiadają na przykład za uczciwość procesów wyborczych.
Próby współpracy z sektorem państwowym, próby wpływania na zmianę sposobu myślenia urzędników wpisuje się w ogólną strategię, którą uważam za właściwą przy współpracy z białoruskim trzecim sektorem. Uważam, że najwięcej uwagi należy poświęcić nie doraźnym akcjom politycznym takim jak obserwacja wyborów czy akcje uliczne, ale długofalowym programom ukierunkowanych na zmianę świadomości społecznej. Poza wymienionymi wcześniej akcjami społecznymi szczególnie ważna wydaje mi się praca z młodzieżą i z mającymi na tą młodzież wpływ nauczycielami. Niezwykle cenne są możliwości staży, pozwalające osobiście doświadczać życia w innym niż białoruski świecie. Jeśli nie zmieni się świadomość społeczeństwa białoruskiego, zmiany polityczne w tym kraju doprowadzić mogą jedynie do pojawienia się następnego Łukaszenki. Warto też zwrócić uwagę na projekty, których celem jest przygotowywanie projektów reform poszczególnych sektorów państwa. Opozycja nie jest bowiem na razie przygotowana do ewentualnego sprawowania władzy.
Ostatnim postulatem, który wydaje mi się ważny niezależnie od tego, jaką strategię współpracy z Białorusią przyjmiemy, jest postulat ścisłej kontroli środków przekazywanych organizacjom pozarządowym i opozycji. Wszelkie przekazywane na Białoruś środki muszą mieć jasno określony cel ich przeznaczenia i ściśle określonych adresatów. Dystrybucja środków jest bowiem chyba główną przyczyną rozczarowań uczestników rozmaitych akcji i powstawania podziałów i konfliktów pomiędzy organizacjami pozarządowymi i partiami politycznymi. Wzajemne oskarżenia i pretensje utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają późniejszą współpracę, a wydostając się na zewnątrz, fatalnie psują image zarówno białoruskich organizacji, jak i wspierających ich zachodnich partnerów.
|